W sumie cztery próby (a nawet więcej) w ciągu dwóch dni, czyli robimy postępy. Naprawdę. Serio serio :) !
Zaczęliśmy w środowy poranek, o 7:00. Wróć, chwilka. O tej porze powinniśmy byli zacząć. W dalszym ciągu naszym największym problemem organizacyjnym jest ogarnięcie się przed samą próbą. Pół godziny, czterdzieści minut nic się nie dzieje. To już chyba nasz standard niestety. Oprócz próby zrobiliśmy aktorom małą sesję zdjeciową ;)
W trakcie lekcji połowa klasy urwała się na robienie dekoracji, więc ekipa na lecjach była dosyć... kameralna :)
Popołudniowa próba była naszą oficjalną próbą, a jednak wielu osób zabrakło. Mimo to postanowiliśmy popracować nad spektaklem. Po lekcjach wszyscy rozeszli się do swoich zajęć, głównie w celu napełnienia brzuchów. Część dziewczyn zamówiła nawet pizzę do szkoły i tak minęły te dwie godziny przerwy. Po przerwie spotkaliśmy się w auli. I tutaj nasze nieogarnięcie osiągnęło absolutny szczyt. Wszyscy dostali totalnej głupawki i połowę próby wypełnił śmiech, tarzanie się po podłodze i kłótnie. Mimo wszystko próba miała sens - pozasłanialiśmy okna, a egipskie ciemności za kulisami uświadomiły nam, że nie obejdzie się bez lampy lub chociaż latarki. Braki wśród aktorów uzupełnialiśmy innymi ludźmi (niektóre zamiany wyszły naprawdę zabawnie), którzy zazwyczaj po prostu się wygłupiali, co świetnie rozładowywało atmosferę. Pod koniec próby odwiedzili nas rodzice Jacka Sparrowa :D . O dziewiętnastej rozeszliśmy sie do domów.
Czwartek rozpoczął się od kolejnej porannej próby. Nie muszę już chyba wspominać, że znowu spędziliśmy pół godziny nie robiąc totalnie nic. Odwiedził nas ksiądz, który jak zawsze zagiął wszystkich tekstem "Wszystko fajnie, tylko jeszcze 20 razy przećwiczcie i dopracujcie sceny taneczne". Próba miała sie przeciągnąć na matmę, ale okazało się, że wchodzi na aulę inauguracja, więc część klasy wróciła na matmę wśród nieziemskiego zamieszania, a druga część tajemniczo zniknęła. Pod koniec lekcji pojawiła się informacja, że próba przeciągnie się na cały dzień. Naturalnie euforia była gigantyczna.
Dostała nam się sala lustrzana w gimnazjum (ta, dwa lustra...), która była zbyt mała na taką próbę. Zaliczyliśmy też spięcie z profesorem Hawrylukiem oraz panią Wicedyrektor, przez co Mama musiała się trochę tłumaczyć.
Próba skupiła się głównie na ćwiczeniu poszczególnych scenek, głównie tanecznych. Zdecydowanie najwięcej czasu poświęciliśmy na Dirty Dancing, dzięki czemu podnoszenie wychodzi już genialnie! Kamil i Ela - szacun, bo wiem, że to wcale nie jest łatwe! W razie czego w tej scence spokojnie mogą ich zastąpić Cylu i Krawczyk, bo też radzili sobie świetnie ;)
Osobiście nie uważam, że takie czterogodzinne siedzenie w jednym miejscu (w moim przypadku) jest czymś dobrym. Czułam się zmęczona i mega zamulona, jak po trzech sprawdzianach w jednym dniu. Nie zamierzam jednak krytykować tej próby czy coś, nie zrozumcie mnie źle, przydała się wielu z nas i to bardzo! Pewnie jestem jedyną osobą, która czułaby się lepiej po normalnych lekcjach niż po próbie, więc serio, nie bijcie mnie za tą opinię ;)
Za nami baaaardzo intensywne dwa dni, wypełnione próbami i wczesnym wstawaniem. Nie wiem jak Wy, ale ja marzę o porządnej, ośmiogodzinnej drzemce :) Tak więc dzięki za ciężką pracę przez te dwa dni i śpijcie dobrze!
PS. jutro galeria zdjeć z prób, tym razem zdjęcia autorstwa Karoliny Wilczek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz