piątek, 14 marca 2014

Galeria zdjęć + cytaty motywacyjne :)

Chyba przeceniłam swoje możliwości pracy nad blogiem w piątek. Zmęczenie mnie zmogło po prostu ;) także musicie mi wybaczyć, dzisiaj tylko galeria zdjęć ze wspomnianej przeze mnie w poprzednim poście sesji zdjęciowej :)
Ale najpierw kilka cytatów, takich pozytywnych, motywujących:

  Jeśli człowiek ma zamiar do końca życia pozostać pracownikiem fizycznym, to powinien równo z wybiciem godziny szesnastej zapominać o swojej pracy. Natomiast jeśli zamierza piąć się wzwyż,  wówczas wybicie godziny szesnastej powinno być dlań sygnałem do myślenia.*
Henry Ford
 
Nie obniżaj swoich oczekiwań, by dorównały rezultatom Twojego działania. Podnieś poziom działania, by wyrównać do poziomu Twoich oczekiwań. Spodziewaj się po sobie najlepszego, a potem zrób wszystko, co konieczne, by stało się to rzeczywistością.**
Ralph Marston
 
Najpewniejszą drogą do sukcesu jest wciąż próbować, jeszcze ten jeden raz.***
Thomas Edison

* To chyba bardzo dobrze oddaje bycie Batorowcem, nie sądzicie? W końcu w tej szkole bardzo duży nacisk kładzie się na to, co robimy poza, po szkole, kiedy uczniowie innych szkół biegną od razu do domu i chcą zapomnieć o tym, że w ogóle chodzą do szkoły :)
** Nasze dążenie do perfekcji, poprawianie wszystkiego (to bardzo dobrze!)
*** Może to już jakaś moja obsesja (czy ktoś mi się dziwi po wczoraj?), ale od razu skojarzyło mi się z podnoszeniem z Dirty Dancing. W każdym razie sprawdzone, taktyka próbowania w kółko daje efekty! :D
Okej, tyle motywacji, przejdźmy do meritum:










 
I żeby nie było, to były te poważne zdjęcia :) próba była? Była. No, to powygłupiajmy się :D




 
Tyle na dziś, dziękuję, dobranoc :D
 


czwartek, 13 marca 2014

Krótko o środzie i czwartku :)

W sumie cztery próby (a nawet więcej) w ciągu dwóch dni, czyli robimy postępy. Naprawdę. Serio serio :) !

Zaczęliśmy w środowy poranek, o 7:00. Wróć, chwilka. O tej porze powinniśmy byli zacząć. W dalszym ciągu naszym największym problemem organizacyjnym jest ogarnięcie się przed samą próbą. Pół godziny, czterdzieści minut nic się nie dzieje. To już chyba nasz standard niestety. Oprócz próby zrobiliśmy aktorom małą sesję zdjeciową ;)

W trakcie lekcji połowa klasy urwała się na robienie dekoracji, więc ekipa na lecjach była dosyć... kameralna :)

Popołudniowa próba była naszą oficjalną próbą, a jednak wielu osób zabrakło. Mimo to postanowiliśmy popracować nad spektaklem. Po lekcjach wszyscy rozeszli się do swoich zajęć, głównie w celu napełnienia brzuchów. Część dziewczyn zamówiła  nawet pizzę do szkoły i tak minęły te dwie godziny przerwy. Po przerwie spotkaliśmy się w auli. I tutaj nasze nieogarnięcie osiągnęło absolutny szczyt. Wszyscy dostali totalnej głupawki i połowę próby wypełnił śmiech, tarzanie się po podłodze i kłótnie. Mimo wszystko próba miała sens - pozasłanialiśmy okna, a egipskie ciemności za kulisami uświadomiły nam, że nie obejdzie się bez lampy lub chociaż latarki. Braki wśród aktorów uzupełnialiśmy innymi ludźmi (niektóre zamiany wyszły naprawdę zabawnie), którzy zazwyczaj po prostu się wygłupiali, co świetnie rozładowywało atmosferę. Pod koniec próby odwiedzili nas rodzice Jacka Sparrowa :D . O dziewiętnastej rozeszliśmy sie do domów.

Czwartek rozpoczął się od kolejnej porannej próby. Nie muszę już chyba wspominać, że znowu spędziliśmy pół godziny nie robiąc totalnie nic. Odwiedził nas ksiądz, który jak zawsze zagiął wszystkich tekstem "Wszystko fajnie, tylko jeszcze 20 razy przećwiczcie i dopracujcie sceny taneczne". Próba miała sie przeciągnąć na matmę, ale okazało się, że wchodzi na aulę inauguracja, więc część klasy wróciła na matmę wśród nieziemskiego zamieszania, a druga część tajemniczo zniknęła. Pod koniec lekcji pojawiła się informacja, że próba przeciągnie się na cały dzień. Naturalnie euforia była gigantyczna.

Dostała nam się sala lustrzana w gimnazjum (ta, dwa lustra...), która była zbyt mała na taką próbę. Zaliczyliśmy też spięcie z profesorem Hawrylukiem oraz panią Wicedyrektor, przez co Mama musiała się trochę tłumaczyć.

Próba skupiła się głównie na ćwiczeniu poszczególnych scenek, głównie tanecznych. Zdecydowanie najwięcej czasu poświęciliśmy na Dirty Dancing, dzięki czemu podnoszenie wychodzi już genialnie! Kamil i Ela - szacun, bo wiem, że to wcale nie jest łatwe! W razie czego w tej scence spokojnie mogą ich zastąpić Cylu i Krawczyk, bo też radzili sobie świetnie ;)

Osobiście nie uważam, że takie czterogodzinne siedzenie w jednym miejscu (w moim przypadku) jest czymś dobrym. Czułam się zmęczona i mega zamulona, jak po trzech sprawdzianach w jednym dniu. Nie zamierzam jednak krytykować tej próby czy coś, nie zrozumcie mnie źle, przydała się wielu z nas i to bardzo! Pewnie jestem jedyną osobą, która czułaby się lepiej po normalnych lekcjach niż po próbie, więc serio, nie bijcie mnie za tą opinię ;)

Za nami baaaardzo intensywne dwa dni, wypełnione próbami i wczesnym wstawaniem. Nie wiem jak Wy, ale ja marzę o porządnej, ośmiogodzinnej drzemce :) Tak więc dzięki za ciężką pracę przez te dwa dni i śpijcie dobrze!

PS. jutro galeria zdjeć z prób, tym razem zdjęcia autorstwa Karoliny Wilczek :)

sobota, 8 marca 2014

Próba - piątek, 7.03.

Może na początek małe podziękowania dla Chłopaków za cudowne prezenty na dzień kobiet ;) Dzięki, Panowie, spisaliście się :)

Okej, wracamy do tematu.
W piątek po południu zdecydowaliśmy się zmobilizować i zostać po szkole. Pierwotny plan zakładał, że spędzimy na próbie trzy godziny. Nie muszę chyba mówić, że to nie jest najweselsza perspektywa na piątkowe popołudnie, więc czułam się zniechęcona i totalnie rozleniwiona, jak chyba wszyscy. Nie miałam ani ochoty, ani energii na kolejne poprawki w spektaklu, ale cóż, jak się powiedziało a, to trzeba powiedzieć b, więc zostałam i to samo zrobiła większość klasy.

Standardowo najwięcej czasu zajęło nam rozpoczęcie właściwej próby. Dobre pół godziny miotaliśmy się po scenie i ogólnie po całej szkole, nawet bez celu, byle tylko nie musieć robić czegoś bardziej konkretnego. Gdyby nie Mama (znowu!), chyba rozeszlibyśmy się do domów bez żadnej próby.

Z ponad półgodzinnym opóźnieniem zaczęliśmy. Przy pierwszym powtarzaniu spektaklu zabrakło nam płynności. I tutaj apel do naszego Reżysera, powtarzany już setki razy na samej próbie: Spyra, błagam Cię, NAPRAWDĘ nie musisz za każdym razem informować o poczynaniach aktorów, każdy wie co ma robić, a ci, co nie wiedzą, WIDZĄ co się dzieje :)

Robiliśmy przerwy pomiędzy scenkami, co bardzo przeciągnęło całość. Napięcie było wyraźnie wyczuwalne i chyba nikt nie czuł się komfortowo. Duża część osób była jak bomba atomowa sekundy przed wybuchem.

Po zagraniu wielkiego finału Mama poinformowała nas, że czasu mamy mniej niż godzinę, bo na piętnastą rozpisana była próba do inauguracji festiwalu. Muszę przyznać, ze pracujemy dużo lepiej kiedy mamy mało czasu. Naprawdę dużo lepiej. Ogarnęliśmy się i zrobiliśmy całą próbę prawie bez przerw, bez powtarzania scenek, więc ostatecznie wyszło na plus.

Oczywiście, nie obyło się bez zabawnych (i nieco bolesnych) epizodów. Z powodu nieobecności Krzysia w Titanicu zagrał... kapitan Jack Sparrow. I poradził sobie prawie tak dobrze jak oryginał :) tymczasem Cylu trochę za bardzo wczuł się w swoją rolę, w wyniku czego nieco ucierpiał łokieć Damiana... ale nie ma tego złego, dzięki temu Kuba wypadł niezwykle realistycznie... ;)

Dotarła do nas również ściśle tajna informacja na temat składu jury na festiwal... wiemy już, że nauczycieli reprezentować będą dwie bardzo charakterystyczne postacie... Adam Ogaza i Sebastian Grzesik.

Na pocieszenie kilka zaległych zdjęć, również autorstwa Ani Jaworskiej:



 



czwartek, 6 marca 2014

Próba - środa, 5.03

Nie ma to jak zacząć dzień od porcji dobrego humoru, a tak zaczęliśmy środę :) myślę, że po tej próbie wreszcie mogliśmy być z siebie zadowoleni, bo uwaga, udało nam się zagrać cały spektakl od początku do końca! Może nie brzmi to jakoś super, ale to już naprawdę jest coś i w ogóle duży krok naprzód!

Scenki nareszcie nabierają takiego indywidualnego charakteru, jedne są mega romantyczne (wszyscy wiemy która najbardziej!), inne zabawne, są takie do myślenia i takie, że aż chce się uśmiechnąć. To jest naprawdę coś pozytywnego, co sprawia, że każda ze scenek jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, a każdy aktor czuje się potrzebny, wie, że jest częścią tego spektaklu, a bez niego to nie miałoby pełnego sensu. Wcześniej wyraźnie nam tego brakowało, a ludzie po prostu czuli się zagrożeni - nie wiedzieli, kiedy mogą wylecieć razem ze swoją scenką. Teraz spektakl jest jak jeden organizm, a każda część jest tak samo ważna.

Próba była chyba najdłuższą, a na pewno zaczęła się najwcześniej ze wszystkich. Wiadomo, nigdy nie jest tak, że wszyscy przyjdą o tej samej porze i wszystko zacznie się punktualnie, ale Mama pogoniła nas tak, że o wpół do ósmej ruszyliśmy na poważnie. Może to tylko moje odczucie, ale naprawdę lubię poranne próby, a na pewno bardziej od popołudniowych. Głównie dlatego, że dają takiego fajnego kopa pozytywnej energii na cały dzień :)

Okazało się przy okazji, że prawidłowe wypowiedzenie "Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę!" wcale nie jest takie proste, a nawet może to być kolejny łamijęzyk ;) Myślę, że już nie obejrzmy "Seksmisji" bez skojarzenia z Cylem (pozytywnego, żeby nie było!).

Za to Agata błysnęła perfekcyjną znajomością sztuk walki :) serio, to chyba musi być jakiś naturalny talent ;)

Po raz pierwszy chcieliśmy zrobić próbę bardzo płynnie, więc było mnóstwo śmiechu, szukania po ciemku rzeczy i miotania się za kulisami :)

Poza tym, mamy wielki comeback do obsady... nie wiem, na ile to oficjalne... jutro na pewno się takie stanie, ale po prostu nie umiem wytrzymać..! O kim mówię?

Taak! To Magda! To chyba trochę osobista uwaga, ale brakowało mi jej na próbach i naprawdę się cieszę, że zdecydowała się nam pomóc. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej i pozytywna energia i atmosfera będzie coraz bardziej widoczna.

Myślę, że ten festiwal naprawdę spełnia swoją rolę i spaja nas trochę bardziej, co na pewno nam się przyda w przyszłości (na przykład przy organizacji festiwalu za rok!) Tymczasem zwiększa się presja czasu, zaczynamy czuć, że to już naprawdę niedługo!

Ciekawe, co wydarzy się na jutrzejszej próbie? :D

wtorek, 4 marca 2014

No to zaczynamy!

 Witamy na blogu IA III LO im. Stefana Batorego w Chorzowie. Jesteśmy klasą prawniczo - językową, nazywaną przez niektórych paprotkami.* Automatycznie więc naszą misją nr 1 stało się udowodnienie, że to bzdura i wierzcie lub nie, ale bierzemy tą misję super poważnie :)

Blog powstał w czasie przygotowań do festiwalu teatralnego i ma być utrwaleniem miłych (i tych na pierwszy rzut oka niekoniecznie) wspomnień, tak, żebyśmy nigdy nie zapomnieli, co się działo w tym czasie, ale też po to, żeby inni mogli poznać paprotki z trochę innej strony.

Jesteśmy jedną klasą już prawie pół roku (to już naprawdę tyle czasu?!), chyba jeszcze nie do końca umiemy ze sobą współpracować, ciągle jeszcze się docieramy i poznajemy, ale robimy wszystko, żeby przynajmniej festiwal nam wyszedł ;)

Przygotowania zaczęliśmy późno, przynajmniej według Mamy*. To Ona tak naprawdę motywowała nas do zaczęcia jakiejś pracy nad scenariuszem, co szło bardzo opornie. Jakoś trudno było nam się za to zabrać, a Mama ciągle nas tym dręczyła. Jednak ostatecznie, w styczniu, przed samymi feriami, w czwartek, zebrała się niewielka ekipa, która po kilku godzinach standardowych sporów i kłótni, w wielkiej euforii w końcu stworzyła pierwszy zarys scenariusza.

Kolejnym etapem (mam wrażenie ciągle nie do końca zakończonym) był podział ról. Dalej jest on nieco niepewny, ale wynika to chyba z naszego nieustannego dążenia do perfekcji ;)

Nie obyło się oczywiście bez kłótni i nieporozumień, ale to najwyraźniej wszyscy mamy we krwi. Początkiem lutego zabraliśmy się za próby. Zanim weszliśmy na aulę i przekonaliśmy się, jak niewiele jest gotowe, próbowaliśmy ogarnąć się w mniejszych grupach. Często brakowało nam niezbędnej motywacji i mini próby zmieniały się w spotkania towarzyskie...

Prawdziwy obraz sytuacji wyłonił się dopiero po rozpoczęciu "oficjalnych" prób na auli. Po raz kolejny okazało się, że nie daliśmy rady ogarnąć się w stopniu wymaganym, a w efekcie pierwsze próby na auli nie wróżyły nic dobrego.

Teraz widzimy już wyraźnie, że czas nas goni, co w naszym przypadku działa jak kubek mocnej kawy. Nagle wszyscy dajemy z siebie wszystko, współpracujemy i koncentrujemy się na pracy którą mamy do wykonania. Naturalnie, różnice zdań i osobowości nie ułatwiają nam zadania ani trochę, ale dowiadujemy się o sobie zupełnie nowych rzeczy. Nagle wyłaniają się ludzie-przywódcy, ci z naturalnym talentem do przekonywania, artystyczne dusze... odkrywamy w sobie różne cechy i uczymy się je łączyć żeby stworzyć fantastyczny spektakl.

I o tym wszystkim będzie ten blog, o procesie (ach, wszędzie ten proces* ostatnio!) tworzenia się zespołu z grupy obcych sobie ludzi, oczywiście bardzo subiektywnie :)

Paprotki - klasa nieangażująca się specjalnie w imprezy szkolne, robiąca tyle ile musi i nic poza tym, cicha, nieodzywająca się. Wszyscy zastanawiają się, czy taka klasa w ogóle żyje?

*Mama - mgr Ewa Szczygłowska, nasza Wychowawczyni
*Ciocia - mgr Hanna Szydłowska, nasza Druga Wychowawczyni
*Proces - "Proces" Franza Kafki jest obecnie naszą lekturą :)

A oto kilka dowodów na to, że jednak ogarniamy festiwal:











 Zdjęcia dzięki Ani Jaworskiej ;)